bareMinerals Original Podkład mineralny Golden Fair W10

Podkład Original SPF 15 zapewnia nieskazitelne krycie z wyjątkowym efektem naturalnej skóry. Ten niezwykle lekki podkład daje możliwość dopasowania poziomu krycia, od delikatnego do pełnego, tworząc nieskazitelny look bez uczucia obciążenia.

Pojemność: 8g
Cena: 148zł
Sklep: Sephora, drogerie internetowe, Allegro


Jak wiecie kocham mineralne podkłady i w sumie nie używam żadnych innych. Tylko minerały dają mi komfort prawie idealnego makijażu. Niestety dzisiejszy gagatek nie wpisuje się w ten zbiór. Jest zupełnym przeciwieństwem moich ulubionych podkładów (Neauty klik, Everyday Minerals klik). Pech chciał, że wszystkie minerały mi się pokończyły i zostało mi ostatnie opakowanie właśnie z bareMinerals. Niestety podkład ten nie nadaje się do mojej cery. 


bareMinerals przypomina mi swoim działaniem i wykończeniem podkłady Annabelle Minerals, których ja też nie lubię. Po pierwsze ciężko jest mi go nałożyć. Trzeba naprawdę uważać, żeby nie zaaplikować go zbyt dużo. W przeciwnym razie efekt maski i ciasta mamy gwarantowany. Jeśli uda mi się go ładnie rozprowadzić to efekt jest akceptowalny, ale ciągle nie taki jak lubię. A lubię gdy makijaż jest lekki i prawie niewidoczny. bareMinerals jest widoczny,  wchodzi w pory i w zmarszczki. Nawet nie wiedziałam, że tak nieładnie mogę wyglądać ;d Dodatkowo podkreśla suche skórki.


Na duży plus zasługuje opakowanie, które jest solidnie wykonane i wygodne. Ma świetny system zamykania sitka. Po prostu kręcimy tą górną ząbkowaną częscią opakowania, która naprawdę chodzi lekko. Można zamykać i otwierać tyle, ile ma się ochotę.


Podsumowując jestem na nie! Użyłam go tylko kilka razy i od razu złożyłam zamówienie na Everyday Minerals. Już nie mogę się doczekać kiedy dotrze do mnie mój ukochany podkład i będę mogła się cieszyć swoim naturalnym i prawie idealnym makijażem. 

Znacie podkłady mineralne bareMinerals? Dobrze się u Was spisują?

Atina.
Czytaj dalej

Essano Rosehip Mgiełka do twarzy Śliwka Kakadu i Zielona Herbata

Mgiełka Essano to moja kolejna zdobycz z TKMaxx'a. Jest to moje pierwsze spotkanie z tą nowozelandzką firmą. Niestety poza TKMaxx'em ciężko ją dostać stacjonarnie czy nawet w intrenecie. Pamiętam, że były też inne produkty tej marki, ale na początek nie chciałam kupować zbyt dużo nieznanych mi kosmetyków, a teraz żałuje, bo mgiełka jest fenomenalna! 


Zaczną od tego, że używam jej przede wszystkim jako toniku. Przecieram nią twarz rano i wieczorem. Opakowanie jest nieduże (120ml) i nie wystarczyło mi na zbyt długo, ale przy tak częstym stosowaniu to normalne. 
Największą zaletą tego produktu jest dobry, naturalny skład w którym znajdziemy sok z liści aloesu, wyciąg z owoców śliwki kakadu, wodę z oczaru wirginijskiego, wyciąg z liści zielonej herbaty i olej z owoców róży. 
Ze śliwką kakadu spotykam się pierwszy raz i dlatego sprawdziłam jakie posiada właściwości. Ku mojemu zadowoleniu jest ona jednym z największych, naturalnych źródeł witaminy C. Poza tym posiada antyoksydanty, które nie tracą swoich właściwości nawet po przetwarzaniu śliwek. Szkoda, że rosną one w Australii. 

Skład:
Aqua (Water), Aloe Berbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice, Terminalia Ferdinandiana (Kakadu Plum) Fruit Extract, Betaine, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Water, Camellia Sinensis (Green Tea) leaf Extract, Rosa Canina (Rosehip) Seed Oil, Glycerin, Maltodextrin (made using organic ingredient), Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Fragrance

Mgiełka odświeża, nawilża i przygotowuje cerę do przyjęcia nocnej czy też dziennej pielęgnacji. Dodatkowym atutem jest jej cudowny, lekko słodki zapach róży. W takim wydaniu róża jest jeszcze piękniejsza ;)

Znacie kosmetyki Essano? Używacie mgiełek/toników w swojej pielęgnacji twarzy?
Atina.
Czytaj dalej

Sukin Moisture Restoring Krem przywracający nawilżenie skóry na noc

Formuła kremu została oparta na substancjach wykazujących silne działanie odżywiające, nawilżające i regenerujące. Odbudowa płaszcza hydrolipidowego podczas snu, czyli w czasie kiedy procesy regeneracji zachodzą najefektywniej. Skóra jest nawilżona, odżywiona i odzyskuje jędrność i elastyczność. Składniki zawarte w odbudowującym kremie nawilżającym Sukin, wspomagają syntezę kolagenu i elastyny. Bogata konsystencja, która dobrze się wchłania i daje maksimum komfortu stosowania. Krem polecany do każdego rodzaju skóry, szczególnie odwodnionej i zmęczonej.

Pojemność: 120ml
Cena: 80zł
Sklep: TK Maxx, internetowe drogerie
Ważność: 6 miesięcy od otwarcia


Świetny krem! Szkoda, że nie znałam go wcześniej. Ile ja się naszukałam kremu, który nawilża, a nie zapycha i nie podrażnia. Fakt, że teraz na rynku jest coraz więcej takich kremów i coraz łatwiej dobrać odpowiednią pielęgnację dla każdej cery. 
Krem Sukin przede wszystkim wyróżnia się dobrym, naturalnym składem w którym znajdziemy sok z liści aloesu, olej sezamowy, z dzikiej róży,  masło kakaowe, masło shea, olej jojoba, naturalną witaminę E, olej z awokado, olej z kiełków pszenicy, olej z wiesiołka, olej z nasion ogórecznika, ekstrakt ze skrzypu polnego, ekstrakt z łopianu, ekstrakt z pokrzywy, olej ze skórki mandarynki, olejek lawendowy, wyciąg z wanilii i wyciąg z nasion grejpfruta. Skład jest naprawdę bogaty.

Skład:
Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil , Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Glycerin, Ceteareth-20, Rosa Canina Fruit Oil (Rose Hip), Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Tocopherol (Vitamin E), Persea Gratissima (Avocado) Oil, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Oil, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil, Borago Officinalis (Borage) Seed Oil, Equisetum Arvense (Horsetail) Extract, Arctium Lappa (Burdock) Extract, Urtica Dioica (Nettle) Extract, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol, Citrus Tangerina (Tangerine) Peel Oil, Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Peel Oil, Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil, Vanillin, Vanilla Planifolia Extract, Citrus Paradisi (Grapefruit) Seed Extract, Linalool,* Limonene.*
* Natural component of essential oils

Krem rzeczywiście przywraca skórze nawilżenie, lekko ją odżywia i zmiękcza. Nie powoduje żadnych skutków ubocznych. Można go nawet nakładać na skórę pod oczami i ja to właśnie robię. Podoba mi się fakt, że mam jeden krem na noc który nakładam na skórę twarzy, szyi i pod oczy. Nałożony grubszą warstwą potrafi porządnie odżywić i wygładzić małe zmarszczki pod oczami. Krem dobrze się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Ma lekką konsystencje, ale nie wchłania się do matu, czuć że jest na skórze i działa.

Kolejną zaletą tego cuda jest jego ogromna pojemność - 120ml. To prawie dwa i pół kremu o standardowej pojemności 50ml. W dodatku ja swój słoiczek upolowałam w TKMaxx'ie, gdzie zapłaciłam jeszcze mniej, bo tylko 45 złotych. Używam go już cztery miesiące i myślę, że jeszcze wystarczy mi go na kolejne dwa. W takim układzie cena nie przeraża, a wręcz wychodzi tanio.


Na plus zasługuje też opakowanie z ciemnego szkła oraz zapach, który jest delikatny, ale bardzo przyjemny.
Marka Sukin bardzo pozytywnie mnie zaskakuje, ale uważajcie bo nie wszystkie produkty mają takie piękne składy. Wdziałam jakieś serum, które miało w składzie zapychacza. Nazwy nie pamiętam, ale kojarzę że może on zapychać. Ja w swoich zbiorach mam jeszcze od nich płyn micelarny, maseczkę i szampon do włosów, o których pewnie za jakiś czas napisze na blogu.
Krem przywracający nawilżenie polecam Wam z całego serca. Warto go kupić nawet w regularnej cenie.

Znacie kosmetyki Sukin? 
Atina.




Czytaj dalej

Wyzwanie czytelnicze 2017 (12 książek) Aktualizacja II

Muszę przyznać, że latem niezbyt często sięgałam po książkę. Aktualizacja nie ukazywała się długo, bo nie miałam za bardzo czym się chwalić. Znowu rozpoczęłam książki, których nie miałam ochoty czytać do końca. Jedna z nich to Złote kolczyki Belinda Alexandra. Nie powiem, żeby mnie książka nie wciągnęła, ale nie mogłam przejść przez te historyczne opisy. Drugą pozycją nie do przejścia dla mnie to Ginekolodzy Jurgen Thorwald. Byłam zainteresowana tematem, ale opisy tych wszystkich chorób i ich metody leczenia powodowały u mnie dreszcze i bóle w podbrzuszu. 


Lista przeczytanych książek w całości prezentuje się następująco:
1. Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce. Katarzyna Kędzierska
2. Masa o kobietach polskiej mafii. Artur Górski, Jarosław Sokołowski
3. Katarzyna Wielka. Gra o władze. Ewa Stachniak
4. Marilyn, ostatnie seanse. Michel Schneider
5. W cieniu. A.S.A. Harrison.
6. Dziewczyna w walizce. Raphael Montes.

Od marca przeczytałam tylko trzy książki. Trochę jestem zła na siebie i będę próbowała to nadgonić, żeby przeczytać te 12 książek w tym roku. 

Marilyn, ostatnie seanse. Michel Schneider - ciekawa pozycja aczkolwiek trochę wynudziłam się na opisach psychoanalizy.
W cieniu. A.S.A. Harrison - wreszcie trafiłam na książę, która naprawdę wciąga i nie można się od niej oderwać. 
Dziewczyna w walizce. Raphael Montes - jeszcze bardziej wciągająca pozycja, którą pochłonęłam w kilka dni. Trochę niedorzeczna i brutalna, ale naprawdę ciekawa. 

Do końca roku zostało mi trzy miesiące (w połowie grudnia nie będę już miała czasu na czytanie) i sześć książek do osiągnięcia rocznego celu. 

A jak Wam idzie czytanie książek w tym roku?
Atina.
Czytaj dalej

Soap-n-Scent Charcoal Ręcznie robione mydło z węglem drzewnym z Tajlandii

Tajlandzkie mydło prosto z TKMaxx'a. Kostka o wadze 250g kosztowała około 15-20 złotych. Później widywałam jeszcze inne wersje, bardziej kuszące jak np. papaja! Mydło ze względu na zawartość perfum stosowałam tylko do mycia ciała, zamiast żelu pod prysznic. Takie mydło jest zdrowsze, bo ma naturalniejszy skład, nie podrażnia, nie wysusza i jest dużo bardziej wydajne od przeciętnego żelu pod prysznic. Mojej kostki używam już od dwóch miesięcy i myślę, że wystarczy mi ona spokojnie jeszcze na miesiąc. 


Mydło jest twarde, ale w miarę dobrze się pieni. Zapach pomimo dodania perfum do składu jest nijaki i słabo wyczuwalny podczas mycia, a co dopiero po kąpieli. Szara kostka Soap-n-Scent jest przyjazna dla mojej wymagającej i nadwrażliwej skóry. Gdyby tylko ten zapach był intensywniejszy to na pewno sięgnęłabym po inne wersje tego mydła. Przyjemność jest drugorzędną sprawą, ale jeśli mam wybór to chcę mieć naturalne myjadło, które przy okazji cudnie pachnie i sprawia, że kąpiel jest jeszcze przyjemniejsza.




Na końcu składu widnieje puder z węgla drzewnego. Pewnie niewiele go tu, ale dobrze, że w ogóle jest! Węgiel drzewny bardzo dobrze oczyszcza skórę z wszelkich nieczystości i nadmiaru tłuszczu. Posiada również właściwości bakteriobójcze, odtyka pory oraz chroni przed wolnymi rodnikami. Kosmetyki z węglem drzewnym sprawdzą się przy cerze tłustej i mieszanej. 
Nie zauważyłam jakiś specjalnych właściwości mojego mydła z węglem drzewnym, więc nie mogę go polecić jako leku dla skóry tłustej. Jak da mnie jest to dobre, ale zwykłe mydło do kąpieli. 

Znacie mydła Soap-n-Scent? Którą wersje miałyście okazje stosować? Co myślicie o kosmetykach z węglem drzewnym?

Atina.
Czytaj dalej

Dizao Express Naturalna maseczka regenerująco - modelująca Granat i Kolagen - Uwaga podrażnia!

Zachciało mi się czegoś nowego, czegoś w saszetce i fajnie pachnącego, więc kupiłam maseczkę w płachcie Dizao. Nie znam firmy, ale ma naturalny skład, więc kliknęłam ją kiedyś przy okazji zakupów internetowych. Przeleżała trochę w szufladzie, ale w końcu doczekał się swoich pięciu, a raczej dziesięciu minut na moim pyszczku. Nic nie zapowiadało nadchodzącej katastrofy. Płachta była duża z wygodnymi rozcięciami, sięgająca szyi. Nie spadała z twarzy, była mocno nasączona. Resztkami przetarłam jeszcze dekolt, bo szkoda było wyrzucać tyle produktu. Cera po niej wyglądała dobrze, była nawilżona i może trochę bardziej promienna. Nic specjalnego, ale jakiś tam efekt był.


Najgorsze czekało mnie rano! Skóra, szczególnie w okolicy oczu była popuchnięta i zaczerwieniona. Po godzinie opuchlizna się zmniejszyła, natomiast zaczerwienienie się zwiększyło i troszkę dokuczało mi pieczenie. Na moje szczęście w tym nieszczęściu nie było to bardzo uciążliwe, ale wyglądałam okropnie. To nie mógł być inny kosmetyk, bo od tygodni używam sprawdzonych produktów, ostatnie takie uczulenie miałam około dwóch lat temu. Tylko ta maska była nowością w mojej pielęgnacji. Zapewne to wina któregoś z ostatnich składników, bo nie brzmią one mi znajomo, a tym bardziej naturalnie. A myślałam, że już wiem czego unikać;/

Skład:
Aqua, Glycerin, Punica Granatum Extract, Hydrolyzed Wheat Protein, Betula Alba Leaf Extract, Ginkgo Biloba Extract, Xanthan Gum, Ascorbic Acid, Tocopherol, Methylcellulose, Phenoxyethanol, Butyl Benzoate, Ethyl Benzoate, Isopropyl Benzoate, Methyl Benzoate, Parfum.

Nie polecam tej maski nikomu! Nawet osobom, które nie mają wrażliwej cery, bo po co męczyć skórę? Może Twoja cera to znosi, ale po co ją wystawiać na takie drażniące działanie? Przez to z czasem normalna cera, może zamienić się właśnie w wrażliwą.
Ta nieprzyjemność kosztowała mnie 8,49zł. Jeszcze raz nie polecam!

Atina.
Czytaj dalej

Sierpniowe nowości

Nawet nie wiem kiedy zleciał mi ten sierpień. Mam nadzieję, że wrzesień i październik uraczą nas piękną pogodą, a później niech się dzieje co chce, byle wytrwać do wiosny. 
Zakupy w tym miesiącu nie były obfite, bo starałam się jak mogłam, żeby nie przesadzić. Mam tu trochę codziennych niezbędników typu krem do depilacji, dezodorant czy pasta do zębów oraz głównie pielęgnacja twarzy. Skusiłam się też na coś z kolorówki, ale więcej szczegółów znajdziecie w dalszej części notki. 


Duże opakowanie kremu do depilacji Veet. Używam do linii bikini, bo tylko po tego typu kremach nie mam podrażnień ani wrastających włosków.
Pasta do zębów Ecodenta, która jest popularna w ostatnim czasie. Swoją wypatrzyłam w sklepie Holland&Barrett i akurat była na nią spora zniżka. Jest to czarna ekologiczna pasta z węglem drzewnym. Jej zadaniem jest wybielenie zębów. Jeszcze jej nie używałam, więc nie wypowiem się na temat efektów. Kosztuje około 20zł, ale można kupić w promocji za 12 zł. Szukajcie w sklepach internetowych ;)

Skład:
Aqua*, Hydrated Silica*, Glycerin*, Sorbitol*, Bentonite*, Sodium Cocoyl Glutamate*, Titanium Dioxide (Cl 77891), Epigallocatechin Gallate*, Propolis*, Alcohol*, Xantan Gum*, Aroma, Mentha Piperita (Peppermint) Oil*, Limonene, Sodium Saccharin, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin.

* - 97 % ECOCERT or ingredients of natural origin.


Kolejne zdobycze to olejek z drzewa herbacianego, który kupiłam z myślą o smarowaniu nim wyprysków. W międzyczasie wyczytałam, że można go też dodać do kąpieli lub do szamponu aby zapobiec nadmiernemu przetłuszczeniu włosów.
Wzbogaciłam swoje zapasy o tonizującą mgiełkę do twarzy Essano. Używam jej jak toniku. Jest to moje pierwsze spotkanie z tą marką i na razie jestem bardzo zadowolona zarówno z działania, składu jak i zapachu ;)
Po nieudanych testach z naturalnymi dezodorantami wróciłam do Rexony, w Anglii obowiązuje inna nazwa dla tych kosmetyków - Sure.


W walce o piękniejszą cerę dałam się namówić na zakup peelingu kawitacyjnego z funkcją sonoforezy. Jak na razie jestem zadowolona. Peeling świetnie spełnia swoją rolę, natomiast z sonoforezą mam mały problem z doborem odpowiedniego produktu do tego zabiegu. W sieci jest nadal mało informacji na temat tego urządzenia. Początkowo robiłam sonoforezę na mieszankę olei, ale później wyczytałam, że nie wolno stosować żadnych olejów do tego zabiegu. Taka kombinacja grozi poparzeniem lub uszkodzeniem urządzenia. Trochę się wystraszyłam i kupiłam specjalne serum do zabiegu ultradźwiękami z Bielendy Lifting Face Serum, które niestety nie daje takiego efektu jak moja olejowa mieszanka;/ Jeszcze będę kombinować i testować inne specyfiki.


W moje ręce wpadło też serum pod oczy naturalnej marki Lanocreme. Używam go już jakiś czas i nawet jestem zadowolona, ale ma rację bytu tylko w duecie z kremem. 
Ostatnim pielęgnacyjnym łupem jest krem z ochroną przeciwsłoneczną Lancaster SPF50. Niby mam już swojego ulubieńca od Lancome klik, ale ten Lancaster zapowiada się naprawdę dobrze, nie mogłam go nie kupić i nie wypróbować. Na razie jednak czeka grzecznie na swoją kolej. 


Zakupy kolorówki najbardziej mnie cieszą, tym bardziej, że jest to realna potrzeba. Po pudrze Clinique Stay Matte klik przyszedł czas na Mac Blot w zdecydowanie jaśniejszym odcieniu light. Miniaturkę tuszu In Extreme Dimension 3D Black Lash dostałam gratis do zamówienia. 


Których produktów jesteście najbardziej ciekawe?

Atina.
Czytaj dalej

Kosmetyczna chciejlista

Dzisiejszą chciejlistę chciałabym zrealizować do końca tego roku. Są to produkty, które chodzą mi po głowie już od dłuższego czasu. Część z nich wypatrzyłam na Waszych blogach, a część sama znalazłam w sklepach.  




1. Puder rozświetlający
Mam ochotę na któryś z tych dwóch konkretnych, czyli theBalm Mary Lou lub Benefit Dandelion Twinkle. Bardziej skłaniam się ku theBalm, ale jeszcze się waham. 

2. Krem pod oczy
Korci mnie, żeby wypróbować Bobbie Brown Extra Eye Repair. Trochę się obawiam jego gęstej konsystencji, ale chciałabym go przetestować, więc pewnie prędzej czy później pojawi się w mojej kosmetyczce. 

3. Serum do twarzy
Moja skóra twarzy ma coraz większe wymagania. Potrzebuję więcej nawilżenia i odżywienia. Ostatnio pojawiły mi się lekkie zmarszczki koło ust, tzw. śmieszki. Uważam, że to za wcześnie i chcę jeszcze zawalczyć o gładką skórę :) Serum ze zdjęcia to Lumirance z witaminą C. Dokładnie takie kupiłam znajomej w prezencie i była ona z niego bardzo, bardzo zadowolona. Skład ma w 100% naturalny, ale jest jedno ale... kupiłam je w TK Maxx'ie i teraz już nie można ich tam dostać. W intrenecie też nie bardzo;/ Po głowie chodzą mi też produkty The Ordinary o których dowiedziałam się całkiem niedawno. Ich oferta jest bardzo ciekawa, bogata i przystępna  cenowo. 

4. Balsam do ust
Mój ulubiony tinted od Burt's Bees o którym wspominałam tu. Chcę sprawdzić inny odcień. Dotychczas używałam tylko wersji Hibiskus i byłam z niej bardzo zadowolona. 

Znacie te kosmetyki? Może mi coś doradzicie w kwestii rozświetlacza lub dobrego sera do twarzy?

Pozdrawiam Atina. 
Czytaj dalej